Lions

sd
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Uzdrawiające jeziorko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Pon Mar 02, 2015 10:54 am

Uśmiechnąłem się tylko i skinąłem Lilith głową na porzegnanie. Rozłorzyłem skrzydła i odleciałem, kierując się w strone Amoris. To wszystko działo się przed porodem Ney, a ja nieświadomy sytuacji w jakiej jest szara, leciałem sobie spokojnie na umówione spotkanie...
//[Z/T] kończę temat, bo niedługo zacznę tu następny ;)
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Pon Mar 02, 2015 11:52 am

[u]NOWY TEMAT[/u]

Przyszedłem pewnym krokiem nad jeziorko. Niebo było ciemne, dziś wyjątkowo nie tylko nie widniał na nim księżyc, ale również gwiazdy… Jedyne światło, jakie się rozchodziło, pochodziło od niezwykłych ryb, które tylko w taką noc mają tę niezwykłą zdolność. Złapałem głęboko oddech, wiedząc jaką decyzję podjąłem, przychodząc tu. Jak to jest, że dopiero, gdy kogoś stracimy, jesteśmy w stanie uzmysłowić sobie jak wiele ten ktoś dla nas znaczył? Dopiero dziś odkryłem, że kocham Neyaarii i że to ona zawsze rządziła moim sercem. Jest, była i zawsze będzie moją królową…
Obejrzałem się jeszcze, by sprawdzić, czy Barb idzie za nami. Bardzo chciałem powiedzieć jej coś ważnego, więc czekałem, aż ona przyjdzie…
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Pon Mar 02, 2015 11:57 am

Oczywiście, szła za nimi, razem z ich potomstwem w pysku... Dosyć niezręczna sytuacja, jednak czarna rozumiała. Stres, rozpacz, szaleństwo... Nie raz to widziała. Położyła żywą dwójkę pomiędzy łapami, ogrzewając ich chociaż trochę własnym ciałem. Patrzyła na tę smutną scenkę, zupełnie przypadkiem zauważając, że woda zmieniła odcień na czarny, a w niej pływały jakieś magiczne ryby... Nigdy tu nie była. Bardzo tajemnicze miejsce... Wręcz emanowało magią. Cóż, może tutaj zdarzy się coś nieprzewidzianego?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Pon Mar 02, 2015 12:16 pm

Obejrzałem się na nadchodzącą Barbarossę. Dobrze, że przyszła…
[b]Barbarosso… Chcę, abyś wiedziała, że byłaś moją przyjaciółką… Zawdzięczam ci bardzo wiele…[/b] zacząłem, pewny wypowiadanych słów.
[b]Proszę cię, abyś przekazała Ney… Chcę, żeby wiedziała jak bardzo ją kocham… Powiedz jej, że jest silną lwicą i wierzę, że wychowa naszych synów na wspaniałe lwy. Chcę także, aby przejęła moje stanowisko. Jest rozsądną lwicą i dobrze pokieruje moim stadem. Chciałbym aby Wschodni pamiętali o mnie… Pozytywnie…[/b] słowa wychodziły z moich ust bardzo płynnie. Stałem wyprostowany (o ile tak się da z lwicą na plecach) i dumny, bo tak właśnie chciałem być zapamiętany…
Spojrzałem jeszcze na synów. Pogładziłem ich czule łapą…
[b]Ty będziesz się nazywał Luthias. Będziesz silnym, potężnym i dumnym lwem, godnym swojego imienia. Ty zaś synu otrzymasz imię od matki… Na pewno będzie do ciebie pasować... Kiedy podrośniesz będziesz pełen energii i bardzo żywy… Uważaj, żeby cię to nie zgubiło.[/b] wypowiedziałem niemal prorocze słowa, wracając spojrzeniem na Barb. Już byłem gotowy… Podszedłem do brzegu jeziorka, delikatnie stawiając łapy w wodzie. Zacząłem wchodzić coraz głębiej... Zsunąłem ze swych pleców Ney.
[b]Wszystko ma swoją cenę… Oko za oko… Ząb za ząb.. Dusza za duszę, życie za życie.[/b] wypowiedziałem zdanie, które tłumaczyło wszystkie moje poprzednie słowa.
Spojrzałem na Ney. Jej ciało zaczynało robić się ciepłe, a serce powoli biło. Płuca lekko unosiły się do góry. Zaczyna się…
Poczułem niemoc w moich kończynach… Ból w sercu i kościach.. Poczułem zimno wypełniające moje wnętrze… Powoli traciłem siły.
[b]Neyaarii… Wierzę, że odnajdziesz szczęście…[/b] wyrzekłem ostatnie słowa, wierząc, że lwica jest już poniekąd świadoma. Powieki zaczęły opadać mi na oczy. Serce powoli stawało.. Poczułem ból przeszywający moje ciało i ostatni dreszcz przechodzący przez plecy…
[b]Kocham ci…[/b] wyszeptałem razem z ostatnim wydechem…

//Soldaat zmarł...


Ostatnio zmieniony przez Soldaat dnia Wto Mar 03, 2015 8:49 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Pon Mar 02, 2015 12:23 pm

Nie wierzyła w to, co własnie widzi. Na jej oczach Soldaat odchodził... Ulatywało z niego życie, które powracało do zmarłej... Nie, to nie może być prawdziwe. Pokręciła głową... Nie. To nie może być... Dlaczego? Co to za magiczna siła? Dlaczego tak się dzieje? Czemu Soldaat postanowił oddać życie za lwicę? Nienienie... Pokręciła bardziej głową, cofając się od przeklętej wody. Jej umysł był zbyt wąski, żeby pomieścić ten cud... Głowa jej zaraz eksploduje... Ciąża, cięcia, śmierć, zmartwychwstanie...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Pon Mar 02, 2015 12:44 pm

[left]Ona była nieopodal, jednak najwidoczniej nikt jej nie zauważył. Nie było w tym nic dziwnego, no. Na początku było, jednak potem wydarzyło się coś... cóż, nagle zaczęło wszystko świecić, a sam Sold oddał życie Ney, która najwidoczniej była w opłakanych stanie. Co poradzić... Było jej trochę źle z tym, że przywódca odszedł, a niedawno z nią rozmawiał. Spojrzała na martwe ciało, które zapewne zanurzyło się w wodzie i pozostała tak przez minutę, oddając tym szacunek dla zmarłego lwa. Po tej chwili po prostu stąd wyszła, nie bardzo chcąc tutaj siedzieć. Nie będzie płakać, bo nie raz życie przyniosło jej takich wydarzeń, a teraz... cóż, teraz muszą się martwić o to co ze Wschodem, a dla niej samej wyjście stało się jasne jak słońce, wiec nawet śmierć Solda z jednej strony przyniosła coś dobrego, z drugiej niestety nie, bo polubiła lwa. [/left]
A graczkę i tak lubiłam zawsze. Lil to szmata ^^^^^^^^^ wszystko widać.


zt.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Wto Mar 03, 2015 6:44 am

Czułam, jak moje serce zaczyna powoli tłoczyć krew moich żyłach. Ogarnęło mnie przyjemne ciepło iw  tym stanie zaczęłam odzyskiwać świadomość. Gdzieś w przebłyskach zagłuszonego świata słyszałam jego głos... Wierzy, że odnajdę szczęście... O co mu chodziło? W jednej chwili zdałam sobie z tego sprawę. Czułam, jak jego łapy stają się coraz zimniejsze i odrętwiałe. Nie mogłam nic zrobić, nawet się ruszyć. Usłyszałam jedynie niewyraźny szept i poczułam na swojej skórze ostatni ciepły oddech z jego pyska. Jednocześnie, kiedy z niego wywiało ducha ja zaczerpnęłam swojego drugiego pierwszego oddechu. Otworzyłam szeroko swoje mocno zielone oczyska i rozejrzałam się wokół. Wszystko było takie wyraźne i w żywych barwach. Sama nie widziałam co się działo. Nieopodal stoi Barb, a pomiędzy swoimi łapami ogrzewa moje dzieci... Zobaczyłam tylko dwie maleńkie kulki. A co z resztą? Byłam pewna, wręcz dałabym sobie za to łapę odciąć, że nosiłam ich więcej... Dotarło do mnie. Przez to wszystko straciłam je... Ale tych dwoje maluchów przeżyło. To znaczyło, że byli najsilniejsi. Chciałam do nich podejść, kiedy trąciłam łapą ciało leżącego przede mną lwa. Serce momentalnie zaczęło bić mi szybciej, a oddech przyśpieszył.
[b]-So.. Soldaat?![/b] Mój głos wyraźnie drżał i przybrał znerwicowany ton. Dopadłam lwa i nie wiem z jaką siłą, ale wytaskałam go na brzeg jeziorka. Odgarnęłam mu mokre kosmyki grzywy z pyska. Dotknęłam go łapą. Był zimny, jak lód. Stałam tak nad nim wpatrzona w jego nieruchome, zamknięte powieki, nie zauważając, że z moich oczu spadają nań wodospady łez. Nagle wstąpiła we mnie ogromna furia. Nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że straciłam najważniejszą osobę w całym moim życiu. Z powrotem wciągnęłam go do wody.
[b]-Soldaat, nie rób mi tego. Ja wiem, że tam jeszcze jesteś[/b]- darłam się na niego w amoku, po czym zwróciłam łeb w pustkę tkwiącą nad naszymi głowami.
[b]-Oddaj go! Weź mnie, ja... ja... nie muszę tutaj być, ale on tak! Zwróć go, a zabierz mnie! [/b]Moje słowa nie układały się w logiczne zdanie. Nie potrafiłam teraz myśleć. Krzyczałam, a mój głos był mieszanką gniewu, rozpaczy i furii. Jego echo odbijało się od ścian ciemnej jaskini. Dopadły mnie spazmy, nie mogłam się uspokoić. Jak głupia stałam tak i czekałam na cud. W końcu nie wytrzymałam i pochwyciłam jedną z pływających wokół nas świecących ryb. Zaczęłam nią wymachiwać i mówić coś pod nosem, jednak to nie działało. On nadal leżał sztywny.
Oszalałam. Nie chciałam, aby Barbarossa widziała mnie w takim stanie. Ale ja nie miałam na to wpływu. W jednej chwili umarła połowa mnie. Byłam pusta. Jak ocean bez wody. Moje serce roztrzaskało się na drobne kawałeczki. Upadłam na niego i wtuliłam się w jego posklejaną grzywę, jak zawsze to robiłam. Leżałam tak, zapłakana i w tamtym momencie nie było siły na to, aby mnie od niego odciągnąć. Do tej pory nie wiedziałam, że tak bardzo go kocham. Ale już nie mogłam mu tego powiedzieć. Jego życie i dusza były teraz we mnie. Ta świadomość, że gdybym wtedy była silniejsza i nie dała się śmierci, a on teraz byłby tu ze mną i naszymi lwiątkami sprawiała mi ogromny ból. Fizycznie byłam niczym nowo-narodzona, w pewnym sensie właśnie taka się stałam. Ale psychicznie byłam pusta. Nie myślałam, nie czułam, nie kojarzyłam. Łzy nadal ściekały mi po licach i spływały na jego brązowe futro. Wiedziałam, że Barbarossa tam stała i musiała to wszystko oglądać. Byłam za to na siebie wściekła. Chciałam do niej podejść, zbliżyć się do moich młodych, ale teraz byłam stalowa płytka. A wielkim i silnym magnesem był Soldaat.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Wto Mar 03, 2015 7:04 am

Przykryła maluchy jednym z wielkich liści rosnących tu drzew, po czym ruszyła w stronę szarej, kiedy ta dawała się ponieść szaleństwu. W Barbarossie panował już spokój. Nie mogła panikować razem z nią, pogorszyłoby to jeszcze sytuację. Dotknęła delikatnie ramienia zielonookiej, po czym przytuliła ją do siebie wiedząc, że jej nie zrani. Dobra z niej lwica, nawet w szale.
- [b]Ciii, kochana. Śmierć kogoś takiego to ogromne przeżycie, nawet dla mnie. Ale trzeba żyć dalej. Masz dwójkę pięknych lwiątek, które na pewno mają w sobie część jego ducha. Ponad to, Soldaat pewno miał też inne dzieci, prawda? Na wszystkich spadł wielki dar bycia jego potomkiem, a tym samym częścią niego[/b] - zaczęła spokojnym tonem mówić, próbując oderwać myśli szarej od zmarłego. Cóż, prawdopodobnie teraz jej się to nie uda, jednak może sprawić, że zajmie się swoim potomstwem, jak i również tym, co straciło jedną z najbliższych im osób.
- [b]Jesteś bardzo silną lwicą, Neyaarii. Musisz być oparciem stada w tej ciężkiej chwili [/b]- dodała jeszcze, po czym posmyrała ją nosem po poliku bądź po czole, zależy jeszcze, w jakiej była pozycji.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Wto Mar 03, 2015 11:44 am

Leżałam tak bezwładnie, oparta o jego zimne cielsko. Wypłakałam z siebie chyba cały zapas łez, toteż po prostu wtuliłam się w jego grzywę i nie wyjmowałam z niej głowy. Kołysałam się lekko na boki, sama nie wiedząc czemu. Nagle poczułam jak czyjaś łapa dotknęła mojego ramienia. Wzdrygnęłam się i szybko odwróciłam głowę. Spostrzegłam Barbarosse. Patrzyłam na nią swoimi zielonymi oczami, niczym w pustą przestrzeń. Moje przekrwione czy szczypały niemiłosiernie, ale to była drobnostka, na którą nie zwracałam uwagi. Po chwili patrzenia się tępo przed siebie przechyliłam się w stronę lwicy, a ta przytuliła mnie i zaczęła pocieszać. Mogłam wtedy sprawiać wrażenie obojętnej na jej słowa, ale każdy wyraz, który padł z jej pyszczka trafiał do mojej głowy, a ja na spokojnie go analizowałam. Lwiątka... Moje lwiątka. I jego lwiątka. Inne lwiątka. To jedno słowo ciągle krążyło mi po głowie. Pod wpływem nagłego impulsu wysunęłam się z objęć złotookiej i zaczęłam iść w kierunku moich maluchów. Milczałam, nie chciałam nic mówić, gdyż to tylko spowodowałoby kolejny napad rozpaczy. Zobaczyłam dwie małe kulki przykryte liściem. Podeszłam do nich i rzuciłam im spojrzenie. Stałam tak wpatrzona w dwie, małe kulki i nawet nie drgnęłam. Po chwili wyszłam z zamyślenia. Momentalnie odsunęłam liść i przyciągnęłam do siebie lekko zziębnięte lwiątka. Zawinęłam je w swoich ciepłych łapach i zaczęłam je lizać. Po chwili maluchy zaczęły odruchowo pełznąć w stronę mojego brzucha. Pomogłam im nieco i dostawiłam je do sutków, a te łapczywie zaczęły ssać mleko. Wypuściłam z siebie powoli powietrze, po czym spojrzałam w kierunku Barb, tylko i wyłącznie na nią. Milczałam, ale mój wzrok mówił wszystko. Czarna z pewnością go zrozumiała. Otworzyłam powoli usta (wargi, cokolwiek xD), ale zamiast słów wyszło z nich tylko głośne westchnięcie. W końcu zebrałam się na odwagę.
[b]-Dziękuję...[/b] Wydukałam, z ledwością powstrzymując się od histerii. To słowo i tak marnie brzmiało względem tego wszystkiego, co lwica dla mnie zrobiła. Nie było takiego wyrazu, który odzwierciedlał by moją wdzięczność wobec jej osoby.
Leżałam na chłodnej ziemi, patrząc to na maluchy, a to na Barb.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Wto Mar 03, 2015 12:20 pm

Kiedy ta pozwoliła się przytulić, ona to zrobiła, głaszcząc łapą po plecach i wypowiadając ciepłe słowa otuchy. Następnie puściła ją, ciekawa, co zrobi z dziećmi. Mogła przecież je w szale zabić... Dlatego szła obok szarej i obserwowała bacznie, co zamierza zrobić. Jednak, ku jej uldze, objęła je, ogrzała i nakarmiła. Uśmiechnęła się do niej ciepło, a następnie usiadła naprzeciw niej. Widząc jej wzrok, skinęła głową, a jej uśmiech się poszerzył.
- [b]Przyjaciół trzeba wspierać, prawda? Wracajmy [/b]- zadała retoryczne pytanie, po czym zaproponowała powrót do bezpiecznej jaskini. Albo przynajmniej na tereny stadne, wolne nie były tak do końca wolne przecież...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Wto Mar 03, 2015 1:22 pm

A biedny mały Lutek nie miał najmniejszego pojęcia, jakie dramaty rozgrywają się wokół. Miał zresztą, można rzec, swoje własne. Najpierw dość brutalnie wyciągnięto go z bezpiecznego maminego brzucha na ten pełen okrucieństwa świat, na który wyraźnie ani trochę mu się nie spieszyło, jakby już wiedział, że tam najpewniej nie czeka nań nic dobrego. Nie dano mu jednak oswoić tych zmysłów, które na chwilę obecną były dlań dostępne, z tym nowym miejscem – poczuł jak ktoś go chwyta i gdzieś niesie. Nie protestował jednak, był zadziwiająco spokojny; sprawiał nawet wrażenie lekko apatycznego, co na pierwszy rzut oka mogło wydawać się nieco niepokojące, ale wystarczyło się mu lepiej przyjrzeć, by uznać, że wszystko jest, przynajmniej jeśli chodzi o funkcje życiowe, z nim absolutnie w porządku.
W końcu został położony na ziemi; czuł wokół siebie przyjemne ciepło, które jednak dość szybko zniknęło, pozostawiając go na pastwę chłodu, który go zaczął przenikać. Ta odrobina bijąca od drugiego niewielkiego ciałka leżącego obok nie wystarczała, by go dostatecznie rozgrzać. Do tego zaczął odczuwać głód, co wcale nie było przyjemne. Instynkt mu podpowiadał, by odszukać jakieś źródło pokarmu. Z drugiej jednak strony miał niejasne przeczucie, że w jego obecnym zasięgu żadnego tu nie ma. Nie zrobił więc nic, czekając po prostu na dalszy rozwój ‘sytuacji’. W pewnym momencie coś go dotknęło, usłyszał też jakieś słowa, ale nie pojął dokładnie ich sensu. Odczuwał jednak dziwną więź z istotą, która je wypowiedziała. Oczywiście, nie wiedział, że zrobił to jego ojciec, którego nie będzie miał szansy nigdy poznać, że te słowa były pierwszymi i zarazem jedynymi, jakie doń skieruje.
Czekał, przyciśnięty do jedynego źródła ciepła w pobliżu, z którym dzielił tamto wcześniejsze miejsce. Nie trwało to już długo – został przez coś zgarnięty, coś ciepłego, przyjemnego i bardzo mu bliskiego. Zaraz po tym także odnalazło się wspominane wcześniej źródło pokarmu, które instynkt nakazał mu odszukać. Chwycił – jeszcze – bezzębnym pyszczkiem jeden z sutków i zaczął łapczywie ssać ciepłe, pożywne mleko. Uczucie głodu poczęło maleć aż w końcu zniknęło całkowicie, zastąpione uczuciem sytości. I zadowolenia. Zaraz po tym przycisnął się bokiem do lwicy i zasnął, co można było wywnioskować po jego oddechu, który nabrał równomiernego rytmu.
Powrót do góry Go down
Haamid
 Lwiątko
 Lwiątko
avatar

Liczba postów : 13
Join date : 26/02/2015

PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Sro Mar 04, 2015 7:16 am

Haamid wtulił się w miękką sierść matki, po czym chwycił jeden z sutków i napił się pysznego, ciepłego mleka. Poczuł, że nie jest już głodny, ale syty. Przytulił się do lwicy, a jego oczy zaczęły się powoli zamykać.  Był zmęczony, a jednocześnie bezpieczny, więc zasnął bardzo szybko.

//Wiem, że post za krótki, ale brak pomysłu na napisanie tego robi swoje ;-;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Umoja
 Przybysz
 Przybysz
avatar

Liczba postów : 44
Join date : 21/02/2015
Skąd : Ze Wschodu...

PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Sro Mar 04, 2015 7:18 am

Dobiegłam tu zdyszana, z roślinkami między zębami. Nie zwróciłam uwagi, na płaczącą mamę, jakąś czarną lwicę, która ją pocieszała, ani na małe lwiątka pod liściem, lecz podbiełam do ciała martwego ojca, i zaczęłam próbować otworzyć mu jego trochę sztywny pysk. Siłowałam sie z nim przez pięć inut, lecz w się nie udało. Ogarnęła mnie prawdziwa rozpacz. - [b]Mamo![/b] - szepnęłam ze łzami w oczach - [b]Mam tu kilka roślinek, które zebrałam na Północy, bo chcę przywrócić ojcu życie... Powiedz, czy one mogą coś pomóc?[/b] - zapytałam i wtuliłam się w łapę mamy, czekając na odpowiedź. Wiedziałam, ze mama jest silna, mądra i piękna iwięc na pewno będzie wiedzieć, czy moje poświęcenie było coś warte. Drżąc oczekiwałam jej odpowiedzi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Game Master
 Przybysz
 Przybysz
avatar

Liczba postów : 130
Join date : 14/02/2015

PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Sro Mar 04, 2015 9:54 am

[color:48c5=#CC99FF][i]Cóż, roślinka roślinką, jednak Neyaarii mogła dostrzec, że nie są to lecznicze rośliny. Wręcz przeciwnie. Była to silnie trująca szkaradka. Jednak stąd to małe dzieciątko mogło o tym wiedzieć, skoro nie posiadało odpowiedniej wiedzy?[/i][/color]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Sro Mar 04, 2015 10:10 am

Zobaczyłam jak do środka jaskini ukradkiem wślizguje się maleńka postać. Jej jasne futro pobłyskiwało lekkimi refleksami odbitymi od świecących ryb. Od tego momentu minęło już trochę czasu i dzięki obecności Barb zdążyłam się uspokoić. Miałyśmy już opuszczać to straszne miejsce, ale mała podbiegła do mnie ze łzami w oczach i wtuliła się w moją łapę. Nie byłam jej prawdziwą matką, ale skoro Soldaat był jej ojcem mogła mnie za takową uważać. W żadnych stopniu mi to nie przeszkadzało. Objęłam ją czule łapą i rzuciłam ciekawskie spojrzenie w kierunku ziół, które lwiczka ze sobą przyniosła. Po zapachu było czuć, że pochodzą z ziem Północnych. Leżały rzucone w zasięgu moich łap, toteż wsparłam się na nich i przyciągnęłam rośliny bliżej, aby się im przyjrzeć. Po chwili zauważyłam niepokojące czarne kuleczki, które pojawiały się co jakiś czas na ciemnozielonej łodydze. Odrzuciłam ją daleko od siebie i reszty lwów. Szkaradka była znana mi bardzo dobrze. Z nadzieją spojrzałam ponownie do bukietu ziół, jednak żadna z roślin niczego mi nie przypominała. Spojrzałam błagająco na Barb.
[b]-Mogłabyś je zbadać?[/b] Wiedziałam, że lwica dobrze zna się na rzeczy. Teraz tylko wysłuchać jej opinii. W tym samym czasie objęłam Umoję, która siedziała uwieszona u mojej łapy. Delikatnie podniosłam jej główkę tak, aby patrzyła mi prosto w oczy.
[b]-Wszystko będzie dobrze. Widzę, że jesteś silną i dużą lwicą, a to, że zdobyłaś dla nas zioła oznacza, że także odważną. Jednak nie powinnaś sama zapuszczać się na tereny Północnych, to niebezpieczne. Nawet dla takich zawadiaków, jak ty.[/b] Mówiłam do niej ciepłym i spokojnym tonem, nieco uśmiechając się na sam koniec. Chciałam ją uspokoić, sama nie mogąc jeszcze nad sobą zapanować. Ale teraz nie liczyłam się ja tylko wszyscy wokół. Jednak jeszcze istniała nadzieja. I musieliśmy ją wykorzystać.
Powrót do góry Go down
Umoja
 Przybysz
 Przybysz
avatar

Liczba postów : 44
Join date : 21/02/2015
Skąd : Ze Wschodu...

PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Sro Mar 04, 2015 12:34 pm

-[b] Ale ja musiałam![/b] - chlipnęłam z rozpaczą - [b]Chcę żeby tata żył, i dlatego tam poszłam! Czy tatuś ożyje?[/b] - zapytałam ze łzami w oczach. Miałam nadzieję, że moje poświęcenie pomorze ojcu i, że będziemy znowu razem tak jak kiedyś. Przypomniałam sobie swoją lekcję polowania z tatą... Zaczęłam gorzko płakać. Tak bardzo chciałam, żeby tamte chwlie wróciły...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Czw Mar 05, 2015 10:50 am

Czarna przytaknęła lekko głową, po czym ruszyła w stronę odrzuconych roślin, zostawiając uroczy kwartet za sobą. Zatrzymała się obok roślinek, po czym usiadła i zaczęła im się przyglądać. Jedna z nich wyglądała naprawdę podejrzanie... Skądś kojarzyła te zielsko. Tak, tych owoców nie da się z niczym pomylić...
- [b]Neyaarii. Obserwuj Umoję. To, co przyniosła to szkaradka, a jakby przez przypadek sok z liści dostał jej się do przewodu pokarmowego... Czekałaby ją szybka śmierć[/b] - ruszyła szybkim biegiem do jaskini, po czym chwyciła roślinkę zwaną modre oko i wróciła. Podała roślinę Neyaarii.
- [b]Proszę, daj jej to. Pomoże jej to zniwelować skutki ewentualnej trucizny, a jeśli nie jest zatruta to przynajmniej będzie wiedzieć, co brać na taką ewentualność[/b] - odpowiedziała, a kiedy lwica już wzięła to odsunęła się, nie patrząc na scenkę matki z córką. Lwice nawet podobne nie były, więc wątpiła, żeby miała z nią jakieś pokrewieństwo... No ale różne są lwy.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Czw Mar 05, 2015 11:07 am

Wzięłam od czarnej roślinę, po czym oderwałam z jej cienkiej łodygi kilka drobnych owoców. Nieopodal mnie leżała lekko wyżłobione skorupka, do której wycisnęłam z nich sok i podałam małej do wypicia. Podobno roślina ta działa również uspokajająco, więc korzystnie wpłynie to na samopoczucie Umoji. Mała wypiła sok, po czym ponownie zaczęła płakać. Jednak dziecko to dziecko. Objęłam ją czule.
[b]-Umojo, zrobimy co w naszej mocy, aby znowu był z nami.[/b] Powiedziałam szeptem, sama mocno wierząc w swoje słowa. Może rzeczywiście to zadziała? Rytuał był ich ostatnią szansą. A ja znałam jedną z tych słynnych formułek. Zobaczymy, co z tego wyniknie.
-[b]Barb, czy któreś z tych ziół ma właściwości lecznicze i mocno wpływa na rekonwalescencje?[/b] Zapytał, zupełnie spokojna.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Czw Mar 05, 2015 11:20 am

Spojrzała intensywnie na szarą, po czym przytaknęła powoli głową i rozejrzała się.
-[b] Widzę tutaj arnikę górską, bazylię i kwiat akacji. To będzie najlepsze połączenie. Dlaczego pytasz?[/b] - zapytała, patrząc na nią pytająco, jednak również i z troską.
- [b]W ogóle, Neyaarii... Soldaat chciał ci przekazać, że zostajesz teraz władcą oraz że stada Wschodu i Zachodu są połączone teraz trwale unią [/b]- powiedziała gładko, nie dając w ogóle poznać po sobie, że druga część jej przemowy była fałszem. Jednak jej stadko jest za małe, żeby się bronić... A jej zależy przede wszystkim na dobru jej niewielkiej rodziny. A co by było lepszym rozwiązaniem od trwałego związania się tych dwóch stad?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Czw Mar 05, 2015 11:32 am

A więc trzeba wziąć się do roboty. Powoli podniosłam się, przykrywając maluchy ponownie liściem. Uśmiechnęłam się do Umoji, a ta najwyraźniej zrozumiała mnie i poszła zająć się przyszywanym rodzeństwem. Podeszłam do Barb.
[b]-Księżyc nadal jest w nowiu. Gdyby tak spróbować odprawić rytuał, może by się udało? [/b]Spojrzałam na nią szmaragdowymi oczami i uśmiechnęłam się lekko. Pewnie miała mnie teraz za wariatkę. Nayaarii zachciało się bawić w szamana... Ale za tym kryło się o wiele więcej.
[b]-Mogłabyś je rozetrzeć na suche wióra i zmieszać?[/b] Mówiłam dalej, po części instruując się w tym co ma robić. Miałam kiedyś do czynienia z takim obrzędem. Tylko, że wtedy działali w odwrotną stronę- chcieli zabić zdrajcę. Zostałam zmuszona do pomocy przy przygotowaniach i zostałam wprowadzona w podstawowe tajniki tej czarnej magii. A więc skoro udało im się ukatrupić lwa, nie używając przy tym siły fizycznej, to może mi uda się wskrzesić innego?
Przytaknęłam tylko głową na słowa Barb. Były proste i zrozumiałe. Tutaj nie było zbyt dużo do gadania, jeżeli tak zostało powiedziane, niech i tak będzie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Czw Mar 05, 2015 12:06 pm

Spojrzała nieufnie na szarą. Po co próbować jakąś czarną magię? Trup to trup... Nie wskrzesi się go już więcej, skoro oddał życie za kogoś innego. Spojrzała na nią dość krytycznie, jednak z tego, co słyszała to wschodni byli uświęceni... Mogli więc wierzyć w takie pierdółki. Przytaknęła więc jedynie i zaczęła robić to, o co poprosiła ją zielonooka. Nie sądziła, że rytuał do zabijania posłuży do wskrzeszania... To tak nie działa, maj dir.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Czw Mar 05, 2015 12:15 pm

Rytuał do zabijania potraktować odwrotnie i spróbować przeprowadzić go z dobrej perspektywy- o to chodziło. Wracając do sytuacji, kiedy czarna skończyła robić swoje, wzięłam od niej starte zioła i kiwnąwszy głową w geście podziękowania, podeszłam do tafli jeziora. Woda mieniła się od blasku pływających tutaj ryb, a ich światło padało również na martwe ciało Soldaata. Lew leżał w połowie zanurzony w wodzie, miałam nadzieję, że tyle wystarczy. Wzięłam głęboki oddech.
Rozsypałam zioła wokół jego ciała, tak aby tworzyły koło. Resztką posypałam jego samego. Zamknęłam na chwilę oczy, po czym zaczęłam wymawiać starą formułkę pod nosem. Pod moimi powiekami zaczął roztaczać się blask, na co otworzyłam oczy. Ryby zaczęły świecić nienaturalnym światłem jeszcze bardziej, mocno błyskając po oczach. Powtarzałam słowa, a każdym następnym wokół nas robiło się coraz jaśniej. W końcu cały blask znikł. Spojrzałam z nadzieją przed siebie, jednak lew nawet nie drgnął. Zadrżałam. A więc starania nas wszystkich poszło na marne? Ostatnia szansa została wykorzystana? Upadłam przed nim na ziemię i objęłam go łapami, mocno wtulając się w jego zimne ciało. Z mojego pyska dało się słyszeć ciche szlochanie, gdyż na płacz nie było mnie już stać. Wiedziałam, powinnam być silna i nie okazywać moich słabości, jednak nie potrafiłam. Nie w jego obecności. Ale jak na razie nie chciałam od niego odchodzić choćby na moment. Pragnęłam spędzić z nim te ostatnie chwile, mimo tego, że jego zawsze przepełnione miłością i ciepłem serce nie biło.


Ostatnio zmieniony przez Neyaarii dnia Pią Mar 06, 2015 6:58 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Umoja
 Przybysz
 Przybysz
avatar

Liczba postów : 44
Join date : 21/02/2015
Skąd : Ze Wschodu...

PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Czw Mar 05, 2015 1:11 pm

Obserwowałam zachowanie lwic z wielkiem zaintersowaniem. Chcciałam się upewnić czy to może pomóc tacie, ale bałam się odezwać. W końcu mama wyrwanan z transu w którym teraz była, mogłaby jeszcze pomylić jakieś zioła lu coś takiego... A wtedy nie wiedomo co by się stało! Podeszłam na palcach do czarnej lwicy nazwanej przez mamę "Barb" i usiadłam koło niej najciszej jak się dało. - [b]Co mama robi?[/b] - szepnęłam cicho do jej ucha - [b]Czy ożywia tatusia?[/b] - zapytałam cichutko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NPC
 Przybysz
 Przybysz


Liczba postów : 18
Join date : 06/02/2015

PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Czw Mar 05, 2015 1:42 pm

[color:2359=#00FFFF]Niestety, wasze działania nie przynosiły żadnych skutków, w końcu nie można sobie od tak kogoś wskrzesić.
Po pewnym jednak czasie, kiedy już straciłyście jakąkolwiek nadzieję, z tafli jeziora zaczęła wyłaniać się zjawa. Była to bardzo dobrze znana wschodnim bogini. Spojrzała się w prawą stronę, skąd powoli nadchodziła niegdyś kochana przez Soldaata Keria.
Minęła krótka chwila, a potem Keria powtórzyła wcześniejszy uczynek Soldaata. Lew budził się do życia, lecz ona zmarła.
Postać bogini przemówiła do was.
[b]- Magiczne jeziorko straciło swoje właściwości. Oddałam mu jego życie w zamian za jej żywot. Zapomnieliście o modlitwach. Nie powtarzajcie tego, bo zabiorę to, co oddałam.[/b]
Już po chwili oddaliła się, znikając wśród wodnych odmętów.
// wybaczcie, ale z Tel.[/color]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Pią Mar 06, 2015 3:17 am

Wszyscy mogli zauważyć jak ciało Soldaata zaczynało świecić. Robiło się coraz jaśniejsze i towarzyszył temu coraz głośniejszy świst. Nie było to takie samo zmartwychwstanie, jak to Neyaarii, bowiem za lwicę życie zostało oddane dobrowolnie i przy pomocy jeziorka. W wypadku Soldaata było jednak inaczej. Niczego nieświadoma Keria przypłaciła życiem, aby on mógł powrócić, a wszystkim kierowała bogini. Czyżby ona chciała dać zebranym nauczkę? Nikt nie mógł tego wiedzieć, jednak nagle spostrzegli, że nie ma już obok nich ciała lwa...
Powrót do góry Go down
Umoja
 Przybysz
 Przybysz
avatar

Liczba postów : 44
Join date : 21/02/2015
Skąd : Ze Wschodu...

PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Pią Mar 06, 2015 6:46 am

Siedziałam patrząc na całe wydarzenie. Widziałam, jak ciało taty zaczyna świecić, jak jakaś lwica wchodzi do wody i jej dusza przenosi się do ciała tatusia, jak on i ona znikają... Widziałam też boginię, której oddałam czołobitny pokłon. Instyktownie czułam, ze to jest Bogini i, że należy oddać jej chołd. Kiedy zaczęła przemawiać, siedziałam tylko milcząc i nie bardzo rozumiejąc co właściwie mówi. W końcu byłam tylko małą lwiczką Kiedy zniknęła, odwarzyłam się podejść do matki i wtulić się w nią. Potem zamyśliłam się łęboko nad tym co właśnie widziałam...


Ostatnio zmieniony przez Umoja dnia Pią Mar 06, 2015 9:46 am, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Pią Mar 06, 2015 9:34 am

Siedziałam tak, otulając jego głowę, po czym nagle zobaczyłam, że światło zaczyna gasnąć. Podniosłam się i wytężyłam wzrok, aby lepiej się temu przyjrzeć. Wszystkie ryby ponownie stały się normalne, a ich łuski straciły moc świecenia. Wtem na środku jeziorka wyłoniła się niewyraźna postać. Od razu poznałam, że to postać Isiyo ya kawaida'y. Upadłam przed nią, oddając jej pokłon po czym uważnie wysłuchałam jej słów. Kątem oka zauważyłam Kerię, która pojawiła się tutaj znikąd. Obserwowałam, jak lwica wchodzi do jeziorka i jej dusza wstępuje do ciała Soldaata. Nie widziałam o co w tym wszystkim chodzi. Po chwili bogini znów przemówiła, po czym usłyszałam tylko głuchy świst. Podniosłam niepewna wzrok, a Isiyi już tutaj nie było. I co najdziwniejsze- ciała Soldaata i Kerii również. Automatycznie stanęłam na wyprostowanych łapach i weszłam do wody, próbując cokolwiek znaleźć. Na marne. Zszokowana wyszłam z jeziorka i podeszłam do zgromadzenia.
[b]-Barb, myślę, że nie ma tu co więcej siedzieć. To trochę przerażające. Udajmy się do jaskini.[/b] Powiedziałam lekko poddenerwowanym tonem, po czym chwyciłam w żeby moje lwiątka leżące pod liściem i skinęłam na Umoję, która siedziała koło Barb. Czarna również się podniosła i razem opuściłyśmy to dziwne miejsce. Po tym wszystkim już raczej nigdy tu nie wrócę. Nigdy.

[b]zt.[/b]
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Pią Mar 06, 2015 10:09 am

Wyszła więc za grupą.

z.t
Powrót do góry Go down
Rossa
 Zwykły Członek Stada
 Zwykły Członek Stada
avatar

Liczba postów : 18
Join date : 06/03/2015

PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Pią Mar 06, 2015 12:36 pm

Lwica swoją przeszłość znała i to bardzo dobrze, nie można powiedzieć, że była z niej dumna. Bo w końcu kto z was by był. Mieć pośrednio na swoich pazurach krew najbliższej istoty jaka istniała tylko na tej ziemi... cóż nie jest to wcale miłe uczucie. Tworzą się wtedy w umyśle dziwne iluzje, które mają zamydlać innym oczy, że podobno wszystko jest dobrze, ale rany na sercu robiły się wtedy coraz głębsze, i chociaż lwica starała się jak tylko mogła aby je zasklepić... niestety los po prostu jej to uniemożliwiał. Za to codziennie te obrazy które sprawiały, że zrywała się ze snu tworzyły nowe rany, zamrażały powoli jej serce. A ona po prostu uśmiechała się sztucznie udając, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Dlaczego to robi? cóż może dlatego, że chciała się przypodobać. W końcu lew który nie ma na tej ziemi swojego miejsca nie przetrwa w pojedynkę sam. Tym bardziej tak młody lew jak ona. Miała zaledwie rok, była jeszcze młoda i głupia. Nie wiedziała nic o tym świecie, po za tym, że nie można wszystkim ufać bezgranicznie, ale z drugiej strony jakoś inaczej nie umiała. Było to dla niej nie wykonalne. Ufała innym lwom, i innym zwierzętom. Przez co bardzo łatwo można było nią manipulować. Wystarczyło opowiedzieć jakąś łzawą historyjkę, aby ona to kupiła, a w jej sercu pojawiło się współczucie, które po prostu uniemożliwianie popatrzenie jej na prawdę. Chociaż czym ta prawda była? czy ktoś poda jej jaką definicje prawdy. Nie raz słyszała, że prawda zależy od punktu siedzenia, że w każdym kłamstwie jest nawet ziarenko prawdy. Więc jeżeli kłamca kłamie, to i tak w jakimś stopniu mówi prawdę, czy li nie jest taki kłamliwy jak by się wszystkim mogło wydawać... No, ale dosyć tego rozmyślania. W końcu lwica nie przyszła tutaj kontemplować nad "być, albo nie być". Chciała po prostu popatrzeć się w gładką taflę jeziorka. Odpocząć, wygrzać się troszeczkę w słoneczku. I może przespać się. Nie chciała zbyt wiele myśleć, bo doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nigdzie jej to nie zaprowadzi. Będzie szła cały czas wyimaginowanymi ścieżkami, z opaską na oczach i z uśmiechem na ustach. Oszukując wszystkich, że zna cel swojej podróży.
Lwica położyła się przy brzegu jeziorka. Jej zielone oczy zostały skierowane na taflę wody w którym widziała swoje odbicie. Zamachała kilka razy swoimi uszami. Zawsze ciekawiły ją te plamki. Przecież ta lwica która ją wychowała nie miała takich. Co więcej, była zupełnie innego koloru, a w jej oczach na próżno było szukać nawet minimalnej ilości zielonego barwnika. Rossa nigdy nie zastanawiała się nad tym dlaczego tak było. Bo nie było takiej potrzeby, ale teraz kiedy była sama to pytanie nie dawało jej spokoju. Jak lwica która była jej matką mogła wydać na świat tak inne dziecko. Oj Rosso... odpowiedź nasuwała się sama, ale oczywiście jak zwykle twój umysł musiał odsunąć te najsmutniejsze dla ciebie opcje.
Lwica położyła swój łeb na łapach i przymknęła powieki, aby ujrzeć jeszcze raz tą ciemność, która przychodziła i obiecywała ukojenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fortis Natus
 Przybysz
 Przybysz
avatar

Liczba postów : 54
Join date : 10/02/2015
Skąd : Harmonia Wschodu

PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    Pią Mar 06, 2015 1:07 pm

Fortis spaceruje samotnie.. Stara się poznać nieznane mu tereny jego własnego stada. Co go tutaj czeka? Niedawno dowiedział się od swojej przybranej siostry, że stracił ojca... Ale jak konkretnie do tego doszło? Kiedy to się stało? Niestety lwiczka nie była w stanie wyjawić mu tych informacji.. A on musiał zadowolić się suchym stwierdzeniem- „nasz tata nie żyje”. Co to konkretnie oznacza? Że w ogóle nie żyje? Nie ma go już? Nigdzie? Czy że jego cząstka, jego świadomość istnieje gdzieś daleko, nie wiadomo gdzie… I że nie może nawet powiedzieć swoim bliskim, że wszystko z nim dobrze? Jaka jest prawda? Fortisa cały czas drażnią te dziwaczne myśli.. Był przywiązany do rodzica, to on go wychowywał, to on uczył życia, uczył wszystkiego… Nie miał matki, więc władca wschodu zastępował mu oboje rodziców… A teraz co? Został całkiem sam… Nawet jego brat, z którym był tak blisko, oddalił się od niego… Cały czas przebywa tylko z tym brązowym lewkiem z północy…
Jeżeli chodzi o ciemność, to Natus właśnie w niej szuka ukojenia. Podobnie jak nieznana mu lwiczka przyszedł nad jeziorko by położyć się przy pięknym lustrze, zamknąć oczy i choć na chwilkę odciąć się od okrutnej rzeczywistości. I tak właśnie robi. Przed zielonymi ślepkami miga mu jasna postać, która zaraz zostaje zastąpiona ciemnością… Zaraz, zaraz, co to za postać? Lewek unosi niespokojnie główkę, otwierając szeroko seledynowe oczka. Nie zna tej lwiczki. Swoją drogą wydaje mu się bardzo urokliwa, ale co on tam może oceniać? Jedyne lwiczki, w jego wieku, jakie widział to ta bordowa z północnych i jego siostry… Tak, czy siak podnosi się i rozkłada skrzydełka. Przelatuje nad zbiornikiem i chwilę później jest obok nieznajomej. Jako, że jego ojca nie ma, czuje się po części odpowiedzialny za pilnowanie terenów stada..
[b]Kim jesteś?[/b] pyta uprzejmie, nie wiedząc do końca, jak zacząć rozmowę. Następnie swoją wypowiedź pieczętuje szerokim, sztywnym uśmiechem. Nie chce jej przecież wystraszyć! Ale na nic innego niż owy „sztywny uśmiech” go niestety nie stać… Za dużo ostatnio przeżył…
[b]Jestem Fortis, ale mój tata mówi… to znaczy mówił… na mnie Natus…[/b] znów uśmiech, który miał być wesoły… Fortis wlepia swoje ciekawskie oczyska w lwiczkę…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Uzdrawiające jeziorko    

Powrót do góry Go down
 
Uzdrawiające jeziorko
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lions :: Terytorium Stada Wschodu Harmonii :: Góry Caelum-
Skocz do: